Gitara i Bas (6/95)

Marcin Żabiełowicz

RIVERA Fifty Five Twelve

Rozwód dla jednych jest powrotem do stanu nieskrępowanej wolności, dla innych życiową tragedią i "przedostatnim" gwoździem do trumny. Czasem jednak ma on zupełnie nieoczekiwany skutek. Rozwód duetu (małżeństwa) Hetfield-Mustiane zaowocował powstaniem drugiego wspaniałego zespołu - MEGADETH. Ferdynand Porsche przez długie lata siedział nad deską konstruktora w zakładach Volkswagena, zanim zdecydował się na rozstanie i założenie własnej firmy. Niedługo potem posiadanie samochodu marki Porsche stało się symbolem tyleż zamożności, co snobizmu. Nie inaczej było z młodym, dobrze zapowiadającym się elektronikiem o zacięciu muzycznym. Miał na imię Paul. Ale od początku.

Paul urodził się w Nowym Jorku i tam też w 1968 roku założył "Music Row" - warsztat zajmujący się naprawą i modyfikacją wzmacniaczy. Pośród jego klientów było wielu znanych muzyków. W roku 1972 przeprowadził się na zachodnie wybrzeże i podjął współprace z niejakim Leo Fenderem. Dzięki niemu pojawiły się na rynku takie modele jak Twin II, Super Champ, Concert czy Sidekick. Po paru latach przyszedł jednak czas na rozwód. Paul postanowił założyć własną firmę i nazwać ją swoim nazwiskiem - RIVERA.

Wzmacniacz Fifty Five Twelve jest 55-watowym, dokładnie środkowym modelem z serii R, produkowanej przez Riverę od około pięciu lat. Jak większość z obecnie produkowanych wzmacniaczy lampowych jest zbudowany na pięciu lampach l2AX7 oraz dwóch EL 34 (odruch raczej europejski, gdyż amerykanie w stopniu mocy z. upodobaniem stosują lampy 6L6 GC). Niestety, wersja sprowadzana do Europy ma obligatoryjnie montowany dwunastocalowy głośnik Celestion (Amerykanie mogą wy brzydząc i zamówić Celestion, JBL lub Ełectrovoice). Jednak prawdziwym skarbem, jaki kryje w sobie ten wzmacniacz jest jego brzmienie.

Zwykle mając do czynienia z modelem dwukanałowym spodziewamy się klasycznego podziału na brzmienie czyste i przesterowane. Nic bardziej błędnego! Rivera FFT oferuje nam inny podział: zmieniając kanał, zmieniamy styl i charakter brzmienia. Każdy kanał może być zarówno czysty, jak i przesterowany - w zależności od upodobań. Co więcej, każdy z kanałów ma oddzielnie włączany booster - w rezultacie daje nam to efekt czterokanałowy! Luksus na scenę.

Kanał pierwszy jest to tzw. kanał brytyjski. Brzmieniem przypomina starego Marshalla JCM 800 rozkręconego na 11A. Jest on generalnie ciemniejszy i cięższy niż kanał drugi. Jednak nawet maksymalnie przesterowany nie traci wyrazistości. Pozostaje niesamowite wrażenie, że można odróżnić dźwięk każdej pojedynczej struny. Należy również dodać, że każdy ruch potencjometrami barwy wpływa na charakter przesterowania (również nieznacznie na jego ilość!). Co ciekawe, wzorem wzmacniaczy brytyjskich potencjometry występują w kolejności: volume, bass, mid, treble.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w kanale drugim, czyli amerykańskim. Tutaj mamy kolejność jak w starym Twin Reverb Fendera: volume, treble, mid, bass. Jak przystało na brzmienie amerykańskie kanał drugi jest dużo jaśniejszy i ostrzejszy niż pierwszy. Pamiętacie brzmienie gitar z "Blood, Sugar, Sex, Magic" RED HOT CHILI PEPPERS?

A więc takie właśnie brzmienie mamy na dzień dobry przy przesterowaniu na 4-5. Odkręcamy się na 7-8 i brzmienie przypomina Stevie Ray Vaughana z "Texas Flood". Czy potrzeba lepszej rekomendacji?

Dodam jeszcze, że całość uzupełnia klasyczny. sprężynowy reverb, presence, dwa wejścia - jedno o niskiej, drugie o wysokiej czułości oraz pętla efektowa z niezależnie regulowanymi send i return. Footswitch (na wyposażeniu) pozwala na zmianę kanałów oraz indywidualne ich boostowanie.

Wady? A jakże, są i takie. Po pierwsze pętla efektów jest szeregowa i na dodatek nie jest możliwe jej włączanie/wyłączanie. Znaczy to, że każde urządzenie w nią włączone będzie od początku do końca istotną składową dźwięku. Uwaga z doborem elektów!

Reverb również można włączyć tylko za pomocą potencjometru, tak więc jesteśmy skazani na jego permanentną obecność lub nieobecność (jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić muzyka podbiegającego w trakcie utworu do wzmacniacza i kręcącego gałką w celu dodania odrobiny pogłosu).

Podsumowując, RIVERA Fifty Five Twelve jest jednym z najlepiej brzmiących wzmacniaczy, jakie w życiu słyszałem. Jego klasyczna budowa i takież brzmienie sprawia, że nie goniąc za chwilową modą nie przemija razem z nią. Nie jest może najłatwiejszym wzmacniaczem do grania - uwaga! wymaga staranności, precyzji i w miarę mocnego uderzenia - rewanżuje się jednak mocnym, zdecydowanym dźwiękiem. Jeśli więc jesteś zakochany/a w swoim wzmacniaczu nie namawiam cię do zdrady, jeżeli jednak coś się między Wami psuje - weź rozwód.

 

Powrót