Sorry, but english version is not yet available... :(
Wywiad dla serwisu internetowego Studio.use.pl
Zespół Hey nagrał niedawno nową płytę Echosystem, która jest kolejnym sukcesem grupy. O płycie, sprzęcie gitarowym, planach na przyszłość rozmawialiśmy z Marcinem Żabiełowiczem tuż przed koncertem w Opolu 16 lutego 2006r.
Studio.use/Promusic: Chcieliśmy zadać kilka pytań związanych z Twoją karierą i samą grą na gitarze.
M.Ż.: Tak…ja też się przygotowałem i odwiedziłem waszą stronę internetową…
Studio.use/Promusic: Dziękujemy.
Pierwsze pytanie będzie związane z Twoją stroną, na której przedstawiasz swoje instrumenty. Czy do Twojej kolekcji gitar doszła ostatnio jakaś nowa?
M.Ż.: Moja strona internetowa nie była przez długi czas aktualizowana, stąd kilka zmian nie zostało na niej uwzględnionych. Na przestrzeni ostatnich kilku lat do mojej kolekcji dołączyły nowy Paul Reed Smith McCarty Brazilian Rosewood, Fender Stratocaster '60 - Custom Shop z 2003, edycja California Beach oraz moja wielka duma – akustyczny Martin JC 16 Walnut.
Studio.use/Promusic: Czy nadal posiadasz gitarę związaną z początkiem Twojej kariery, chodzi mi o wspaniały model ESP Horizon?
M.Ż.: Tak, nadal posiadam tą gitarę. Nie używam już jej na koncertach, a rzeczywiście swego czasu grałem na niej bardzo dużo. Była to moja podstawowa gitara, która towarzyszyła mi na nagraniach i koncertach od płyty Live 1994, aż do płyty Karma. Później…straciłem do niej serce… .Jest na zasłużonej emeryturze u mnie w domu.
Studio.use/Promusic: Widać dużą różnice w Twoim stylu gry. Na pewno nie grasz już tylu solówek na płytach. Z czym to jest związane?
M.Ż.: Myślę, że ja już się nagrałem w życiu i bardzo się z tego cieszę, że okres ‘burzy i naporu’ mam już za sobą, hehe. Oczywiście bardzo chętnie zagram solówkę tam, gdzie wymaga tego utwór, bo nadal sprawia mi to ogromną przyjemność, natomiast na pewno nie każda piosenka wymaga solówki. Zresztą na koncercie jest ich znacznie więcej niż na płycie.
Studio.use/Promusic: Czy możesz powiedzieć kilka słów na temat nowej płyty Hey - Echosystem?
M.Ż.: Przy tej płycie dążyliśmy przede wszystkim do tego, żeby nie zaciemniać przekazu, który chcemy ludziom przesłać. Studio bardzo prowokuje do tego, żeby robić miliony eksperymentów – dodatkowe „nakładki”, dodatkowe ślady, zawsze jest coś co można zmienić i ten cały proces bardzo wciąga. W końcu z piosenki, w której w wersji demo jasno słychać o co chodzi, robi się coś takiego, że nie wiadomo co właściwie autor chciał przekazać słuchaczowi. Przy nowej płycie staraliśmy się naprawdę zachować dyscyplinę i trzymać się w ryzach - bez zbędnych popisów - żeby dobro płyty i dobro piosenki było rzeczą nadrzędną. Dopieszczanie własnego ego jest wręcz zabójcze dla pracy w zespole.
Studio.use/Promusic: Rzeczywiście to słychać na płycie…
M.Ż.: Ja jestem bardzo zadowolony z tej płyty, naprawdę! Generalnie staram się źle nie mówić o swoich płytach, które nagrałem w przeszłości pomimo tego, że słyszę na nich wiele rzeczy, które można by zmienić. Trzeba jednak pamiętać, że każda z tych płyt na dany moment była właśnie takim zapisem stanu ducha zespołu i chyba spełniała zadanie, które miała spełnić. Płyta Echosystem jest płytą, z której naprawdę jestem dumny, a nie powiedziałem tego aż od czasów płyty Karma.
Studio.use/Promusic: Wracając do tematu gry na gitarze. Czy sądzisz , ze efekty gitarowe typu POD (Line 6) wyprą kiedyś wzmacniacze?
M.Ż.: Wszystko zależy od muzyki i od indywidualnego podejścia każdego człowieka. Znam zespoły, które grają na PODach koncerty i uważam, że jeżeli im to pasuje, to czemu nie. Ja natomiast jestem człowiekiem „starej daty” i dla mnie mebel w postaci wzmacniacza jest rzeczą nieocenioną. Dla mnie tak musi być – na takim sprzęcie się wychowałem, o takim sprzęcie zawsze marzyłem. Duża większą frajdę sprawia mi możliwość posiadania kolejnego wzmacniacza niż panelu z wyświetlaczem. Nie zaprzeczam, że nie korzystam z tych urządzeń. Mam w domu Lexicona G2 i nagrywam na nim wszystkie demówki Hey’a. Oczywiście dużo łatwiej jest mi w domu pracować na urządzeniach tego typu niż np. na „pełnej lampie”.
Studio.use/Promusic: Czy używasz nadal efektu - Lexicon na koncertach?
M.Ż.: Nie. Całkowicie ‘zarzuciłem’ tego Lexicona. Przede wszystkim dlatego, że po pierwsze jest mi wygodniej nie mieszać cyfry i analoga, a po drugie, troszeczkę z ekonomicznego punktu widzenia - w Polsce kluby są małe i kiedy wjeżdżałem na scenę z dwoma dużymi ‘dechami’, robiło się po prostu ciasno. Czasami mi go brakuje…. Np. do używania „ruchomego tremola”, gdzie wcześniej mogłem dostosować jego prędkość za pomocą pedału. Teraz korzystam z SupaTrem firmy Fulltone, który posiada tylko dwa ustawienia, no ale przecież na koncercie nie wszystko musi być identycznie jak na płycie.
Studio.use/Promusic: Czy dzielisz sprzęt na zastosowanie w klubach i na większe sceny - plenerowe koncerty itp.?
M.Ż.: Już nie. Tak było do tej pory. Natomiast teraz kompletnie nie korzystam z zestawu typu „głowa – paczka”. Przyzwyczaiłem się do dźwięku comba – jego charakteru, który jest bardziej środkowy. Zestaw typu „głowa – paczka” ma dużo dołu i góry, a mnie takie brzmienie nie odpowiada. Poza tym w Polsce jest coraz większa świadomość tego, jak powinno się nagłaśniać koncerty, jak ustawiać się na scenie, jak głośno grać itp. itd., po to, aby człowiek z przodu miał pełną kontrolę nad dźwiękiem na sali. Jeżeli dopakujesz ze sceny dwoma stuwatowymi główkami i cały ten dźwięk wydmuchasz na salę poprzez osiem dwunastocalowych głośników, to często akustyk nie ma już nic do roboty, bo skutecznie niwelujesz efekty jego pracy. Tak wiec na duże plenerowe koncerty zabieram taki sam zestaw jak do klubów, czyli comba Marshalla, Fendera lub Voxa.
Studio.use/Promusic: To znaczy, że nie masz stałego scenicznego zestawu?
M.Ż.: Nie. Jestem uzależniony od aktualnej koncepcji naszego akustyka. To on jest osobą odpowiedzialną za nasze brzmienie na scenie i on nad wszystkim panuje. Jeżeli np. mówi, że dźwięk, który wydobywam z danego wzmacniacza przestaje pasować, odpowiadać do brzmienia całego zespołu, przestaje się „spajać” – to wtedy zmieniam ten wzmacniacz i poszukujemy innego rozwiązania. Uważam, że to nie mój komfort na scenie jest najważniejszy, ale komfort słuchacza. Z drugiej strony nie wymaga to ode mnie żadnych poświęceń, gdyż wszystkie moje wzmacniacze kocham i w zasadzie jest mi obojętne, na którym z nich gram. Na każdym z nich mogę polegać, każdy ma swoją osobowość, swoje indywidualne brzmienie, które sprawia, że jest on w jakiś sposób dla mnie specjalny, wyjątkowy. Każdy z nich również wydobywa inne aspekty mojego grania, co często jest bardzo ciekawe (dla mnie samego…), bo przecież inaczej gra się na Voxie a inaczej na Fenderze. To, co je wszystkie łączy to fakt, że obiektywnie rzecz ujmując są one świetnymi wzmacniaczami i mogę do woli nimi żonglować zataczając w ten sposób koło…i wracam zawsze to punktu wyjścia. (śmiech)
Studio.use/Promusic: Jadąc na wywiad słuchaliśmy mini-albumu Heledore, na którym znajduje się koncertowe wykonanie utworu Cudownie. Czy sprzężenia w tej piosence zainspirowane są grą Joe Satrianiego?
M.Ż.: Bardzo mnie zaskoczyłeś tym pytaniem. Czasem ludzie wychwytują zaskakujące rzeczy, których nie zamierzam się wypierać, ale trudno powiedzieć czy akurat wpływ Joe Satrianiego był w tym przypadku inspiracją. Bardzo lubiłem jego płytę „SURFING WITH THE ALIEN”, ale nigdy Satriani nie był moją główną inspiracją. Mógłbym wymienić dziesięciu innych gitarzystów, a Joe Satriani nie znalazł by się wśród nich (…), być może w pewien sposób – podświadomie, gdzieś się ten gitarzysta przemycił, bo w zasadzie wszystko czego słuchamy ma na nas większy lub mniejszy wpływ.
Studio.use/Promusic: Jeżeli jesteśmy już przy inspiracjach to może mógłbyś wymienić gitarzystów, którzy wywarli na Tobie największy wpływ?
M.Ż.: Cztery moje największe inspiracje, które mnie kształtowały na samym początku to: Dave Navarro z Jane's Addiction – bardzo go lubiłem swego czasu. Kolejny to Vernon Reid z Living Color – jak dla mnie gra fantastycznie, bardzo chciałem być Vernonem Reidem (śmiech). Dopiero później człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że gra na instrumencie to jak posługiwanie się głosem: dwóch tak samo mówiących osób najzwyczajniej w świecie nie ma. Na pewno też Jimi Hendrix – jego nie można pominąć oraz Kirk Hammet. Myślę, że to wszystko. Z takiego bardzo młodego Żabiełowicza, który się gdzieś tam wzorował – myślę że te cztery nazwiska są najważniejsze.
Studio.use/Promusic: A tacy gitarzyści jak Steve Vai, czy John Petrucci?
M.Ż.: Wiesz co (myśli), Petrucci to już jest troszeczkę późniejsza sprawa, a Steve Vai…hmm…myślę, że on jest na tyle unikalny, niespotykany i tak niedościgły, że trudno sobie nawet wyobrazić, że ktoś mógłby pomyśleć, że będzie grał jak on…Szczególnie płyta „PASSION AND WARFARE” jest dla mnie fenomenalna do teraz.
Studio.use/Promusic: Pamiętam, z rozmowy z Tobą podczas koncertu Deep Purple w Spodku, że cenisz również Steve’a Morse’a.
M.Ż.: Tak…tak – super. Myślę, że chciałbym być w takiej pozycji i być tak postrzegany jak Steve Morse teraz. Jest on fenomenalnym gitarzystą. Jeżeli kogoś się pyta: kto jest twoim ulubionym gitarzystą - to nazwisko Steve Morse zazwyczaj nie pada, a po zapytaniu o niego, każdy dziwi się czemu nie wymienił jego nazwiska. Jest to człowiek który już pokazał światu na co go stać i teraz świetnie się bawi grając. Bardzo lubię muzyków, którzy nie zamykają się we własnym świecie i mają jeszcze jakieś inne zainteresowania, niż sama muzyka. Steve Morse właśnie taki jest.
Studio.use/Promusic: Czy planujesz nagranie solowej płyty?
M.Ż.: To trudne pytanie, bo nie powiem nie, ale i nie powiem też tak. Myślałem o tym. Tylko, że solowa płyta po pierwsze, (myśli)...bez sensem jest wydawanie solowej płyty, która brzmi jak płyta Twojego macierzystego zespołu (…). Dla mnie takie coś nie ma sensu kompletnie. Ja wole nagrać następna płytę z Hey’em, niż Żabiełowicza który będzie brzmiał jak Hey. Poza tym jest takie coś, że przy płycie solowej trzeba na 200% być pewnym, że to co chcesz pokazać to jest właśnie to co pokazujesz; że jesteś pewien każdego dźwięku, każdego zagrania, każdej synkopki, wszystkiego. W zespole to się rozkłada. Jest nas piątka osób i każdy ma na temat utworów różne zdanie(…). Przy płycie solowej za wszystko podpisujesz się swoim nazwiskiem. Ja na dzień dzisiejszy takiego przekonania nie mam…Mam sporo utworów odłożonych na ten cel i być może przyjdzie taki moment, ale na pewno nie będzie to płyta tylko instrumentalna.
Studio.use/Promusic: Czy chciałbyś spróbować gry na innym instrumencie?
M.Ż.: Generalnie moim pierwszym instrumentem był fortepian i myślę, że smak innego instrumentu poznałem. Póki co inne instrumenty kompletnie mnie nie ciągną.
Studio.use/Promusic: Czy możesz wymienić solówki, z których jesteś najbardziej zadowolony?
M.Ż.: Solówka do r.e.r.e i As raindrops fell z płyty ‘?’. Na Karmie jest kilka fajnych – szczególną sympatią darzę tą z utworu To trzeba lubić. Myślę, że tam po raz pierwszy zrozumiałem, że mogę grać jak dojrzały, ukształtowany muzycznie człowiek. Myślę, że na każdej płycie są solówki, które z jakichś powodów lubię. Nie wyobrażam sobie wydać płyty, na której będą moje gitary, z których nie jestem zadowolony.
Studio.use/Promusic: Dziękujemy za rozmowę. Była dla nas przyjemnością.
M.Ż.: Dziękuję również i zapraszam na koncert!
Opole, 16.II.2006r.
Fot. Krzysztof Jaworowski
P.S. Marcin jest bardzo uprzejmym i rozmownym człowiekiem. Wykazał się również wielką gościnnością i spotkał się z nami po koncercie. Mogliśmy wymienić kilka spostrzeżeń co do brzmienia zespołu w trakcie występu oraz zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Z Marcinem Żabiełowiczem rozmawiali:
Krzysztof Jaworowski
Łukasz Gruszewski
źródło: studio.use.pl
Powrót