Teraz Rock (6/2005)

PRZESŁUCHANIE: MARCIN ŻABIEŁOWICZ (HEY)

nowa jakość

Wszystkie stare płyty, które chcialem mieć juz mam na CD, a nowości dużo kosztują. Oczywiście gdy jakaś nowa płyta zrobi na mnie duże wrażenie to staram się ją kupić. Ale obecnie w moim wypadku kupowanie płyt trochę mija się z celem, bo w domu nie mam czasu na słuchanie muzyki (to znaczy: wygodnie w fotelu, pełne skupienie...). Właściwie to mam już bardzo dużo płyt - prawie sześćset. Nie mam piratów.

1
Abbey Road
THE BEATLES

Ta płyta należała do kolekcji mojego taty I była w domu, od kiedy pamiętam. I tej płyty się słuchało. Okładka była fajna, ale jeszcze fajniejsze było to jabłuszko na nalepce, zawsze wolałem słuchać tej strony, na której było ono rozcięte (śmiech). Ta strona longplaya zaczynała się od Here Comes The Sun. Pamiętam, że gdy byłem pięcioletnim szkrabem, wyjątkowo mi się ten utwór podobał. Wymieniam Abbey Road, bo ta płyta po prostu musiała wywrzeć na mnie wpływ. Co dziś o niej sądzę? Arcydzieło. Wszystko jest tu super. Najlepsza płyta Beatlesów.

2
Blue Breeze
LIVIN' BLUES

Ten album też miał mój tata. Poznałem Blue Breeze gdzieś tak w wieku dziewięciu lat. I dla mnie ta płyta stała się wyznacznikiem, jak się gra bluesa. Pamiętam, bardzo podobał mi się wokalista John Fredericks. Świetny jest też gitarzysta Ted Oberg. Ale słuchając Blue Breeze i ich innej płyty- również wydanej na licencji w Polsce- Live '75, najpierw chciałem zostać... perkusistą! Później przez jakiś czas chciałem być basistą... A w końcu stwierdziłem, że gitarzystą być najtaniej (śmiech). Dlatego zacząłem marzyć, żeby się uczyć grać na gitarze. To był koniec lat siedemdziesiątych. Ale Livin' Blues został ze mną na długo. Do dziś lubię puścić sobie te nagrania- niestety, nie mam ich na kompakcie, a winylowe wydania mam już bardzo zniszczone. Nadal uważam, że są to rzeczy bardzo świeżo zagrane.

3
Rust in Peace
MEGADETH

Zapanował trash metal. Zostałem normalnym metalowcem: słuchałem Metalliki, Megadeth i Slayera (śmiech). Metallica miała naprawdę dobre kompozycje, zasłużenie została najlepszą gwiazdą trashu, ale dziś Metalliki, tak jak Iron Maiden, nie słucham. To samo ze Slayerem. A Megadeth zdarza mi się włączyć! Dave Mustaine jakby wkładał w śpiew całe swoje "ja". Świetnie grają- jest to zwarte, przemyślane, w tych kombinacjach wszystko się zgadza i... podejrzewam, że zespoły, typu Primus musiały słuchać Megadeth. A płytę Rust in Peace wybrałem nie tylko dlatego, że zawiera bardzo dobre kompozycje, ale też dlatego, że jest to pierwsza pozycja nagrana z Marly Friedmanem, którego uważam za dobrego gitarzystę. Poznałem Megadeth w momencie, gdy już trochę grałem i byłem w stanie "pouczyć się" od pana Friedmana. I w niektórych moich nagraniach Heyem- jak As Raindrops Fell czy Have A Nice Day- uwazny słuchacz wychwyci, że słychać coś z jego gry... Świadomie stamtąd czerpałem. Megadeth był zespołem, który już w pewnym sensie kształtował mnie jako muzyka.

4
The Joshua Tree
U2

Pamiętam, że usłyszałem tę płytę po raz pierwszy w Wieczorze płytowym. U2 znałem z War i The Unforgettable Fire i wiedziałem, że jest to całkiem dobry zespół. Nie byłem jednak przygotowany na to, co miało się wkrótce zdarzyć: niedziela wieczorem, ciemny pokój, słuchawki na uszach, przygotowana taśma do nagrania i... misterium! Ta płyta była totalnie inna od tego, czego się spodziewałem. U2 stało się zespołem dojrzałym, świadomym artystycznie, wiedzącym doskonale, co i w jaki sposób chcą osiągnąć. No i teksty. Nie zawaham się powiedzieć: jedne z najlepszych w całej historii rocka.

5
Dark Side Of The Moon
PINK FLOYD

Muzyka Pink Floyd przewijała się przez moje życie. Pojawiała się i znikała. Kiedyś było nawet tak, że co wieczór słuchałem Floydów. Zakochałem się w tym zespole od dnia, w którym w telewizji, w programie Non Stop Kolor zobaczyłem film Pink Floyd w Pompejach. Echoes z tego obrazu uważam za coś wspaniałego (wersja z Meddle już mniej mi się podoba). Pink Floyd to dla mnie przede wszystkim David Gilmour, niezrównany gitarzysta-metodyk. Albumy Dark Side Of The Moon i Wish You Were Here stawiam na równi, uważam za szczytowe ich osiągnięcia, dobrze znoszące próbę czasu. Dlaczego wybieram Dark Side? Ta płyta otworzyła mi uszy na inną muzykę- uświadomiła mi, że niekoniecznie trzeba syzbko i głośno grać, żeby to było fajne. Że są środki wyrazu nawet mocniejsze od metalowych, a klawisz w rocku wcale nie musi oznaczać obciachu.

6
Black Celebration
DEPECHE MODE

W latach osiemdziesiątych Depeche Mode cudownie kontrastował z tymi moimi ulubionymi bandami z kręgu metalu. Jakoś tak podskórnie czułem, że nie tworzą na zasadzie "umpa-umpa". Niby to było pop, ale jakiś inny, tajemniczy. Miało to swoją kulminację w Black Celebration. Inaczej mówiąc: odbierałem to jako "bardziej popowy Pink Floyd". Poza tym, mało który zespół ma takie piękne i ponadczasowe piosenki jak Depeche Mode.

7
Nothing's Shocking
JANE'S ADDICTION

Nagrania Jane's Addiction mnie zauroczyły. Zacząłem od Nothing's Shocking i dla mnie było to zupełne objawienie. Sex Is Violence, Idiots Rule... Grali muzykę w sposób dość wariacki, a jednocześnie zakorzeniony w normalnym rocku! Ta mieszanka prostych rockowych riffów i funkowych rytmów miała wielkiego kopa. No i śpiew Perry'ego Farrella, tak "znerwicowany" a jednocześnie bardzo przejmujący... Jeśli chodzi o ich niedawny powrót- kupiłem tę nową płytę (Strays- przyp. wk), ale już nie słucham jej na kolanach. Generalnie lubie jak gra Dave Navarro, nadal też lubię Farrella jako wokalistę..., ale wolę te dawne, szalone rzeczy.

8
Blood Sugar Sex Magik
RED HOT CHILI PEPPERS

Ta płyta mocno kojarzy mi się z fajnymi czasami. Rok 1991: chodzenie do pubów, nie wracanie do domu na noc... Dorosłe życie. Płyta Blood Sugar Sex Magik też jest doskonała muzycznie i tak jak Nothing's Shocking było to nowe granie jak na czasy, w których się ukazała. Nowa jakość. W każdym razie ja nie znałem wcześniej zespołów, które by tak grały. Poza tym dobra piosenka zawsze się broni, a na tej płycie jest pełno dobrych piosenek.

9
Secret Story
PAT METHENY

Bodaj w 93 roku przyjechał do naszego kraju, ja od kogoś dostałem bilet i poszedłem na koncert. Od tamtego koncertu zacząłem regularnie słuchać muzyki. Pat Metheny pokazał mi, że można grac na gitarze inaczej, niż ci wszyscy muzycy z zespołów, które dotąd wymieniłem. Trudno mówić o muzyce Metheny'ego, bo zawiera wiele bardzo różnych elementów. Pat otworzył mi uszy na inny sposób aranżacji utworów. Wcześniej wydawało mi się, że jak zespół przygotowuje piosenkę, to zasadniczo wszyscy instrumentaliści powinni grać od początku do końca. A wcale tak nie jest. Teraz wiem, że mogę w numerze Heya nie grać przez ileś tam taktów. Mogę nie grać w zwrotkach, jeśli uznam, że nie jest to potrzebne. Czasem trzeba przerwać, żeby potem uzyskać większą siłę wyrazu... Wyróżniam Secret Story, bo od tej płyty zacząłem słuchać Metheny'ego, a także zachęciła mnie ona, aby sięgnąć po nagrania innych wykonawców jazzowych, jak Mike Stern, John Scofield czy Charlie Hayden.

10
Deadwing
PORCUPINE TREE

Jest to zespół, który moim zdaniem należy do tych nielicznych, naprawdę mających cos do przekazania. Ich muzyka z Deadwing jest po prostu przepiękna. Jednocześnie mocna i bardzo delikatna, prosta i skomplikowana, przystępna i tajemnicza... Każda ich płyta jest bardzo przemyślana i zawiera w sobie wystarczającą ilość pomysłów na co najmniej dziesięć albumów innych zespołów. Jest to grupa otwarta na różne gatunki muzyczne, w tym także, jak mi się wydaje, na jazz... Teraz, żeby coś mnie zainteresowało, musi przekraczać jakieś bariery gatunkowe.

 

Notował Wiesław Królikowski,
"Teraz Rock", czerwiec 2005

 

Powrót